piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 18

          Kiedy wróciła do domu była strasznie zmęczona. Była godzina czternasta trzydzieści pięć. Przyjechała autobusem. Przed domem spotkała Rose, która niosła zakupy. Przyjaciółka pomogła jej i razem weszły do domu.
- Przyszły do ciebie znów kwiaty. - mówi zielonooka, gdy tylko znalazły się w kuchni. 
- I co tym razem było napisane?- pyta z obojętnością czerwono włosa.
- "Świetnie się spisałaś w nowej pracy" - zacytowała. 
- Że co?! Że niby nawet  wie gdzie pracuje? To zaczyna robić się nieznośne...- powiedziała Gabriela i opadła na krzesło z westchnieniem. 
- Masz rację. Jeszcze, żeby wiedzieć kto to...- przyjaciółka usiadła obok niej na krześle i razem się zastanawiały co z tym zrobić. oczywiście, kwiaty które dostała Rose od razu wywaliła. W przeciągu kilku dni a dosłownie trzech mieli już pełen kosz na śmieci zawalonymi kwiatami. 
             Aby przestać o tym myśleć Brysia postanowiła pójść do ogrodu, trochę odpocząć. Przebrała się w coś wygodniejszego i wygodnie rozsiadła się na hamaku, który był przyczepiony do dwóch drzew jabłoni. W ręku miała książkę pod tytułem "Serce w chmurach" napisaną przez Jennifer E. Smith. 
            Rozpoczęła czytanie. Książka tak ją wciągnęła, że nie wiadomo kiedy się skończyła. Dziewczyna niechętnie wstała i weszła do domu tylnymi drzwiami. Odłożyła książkę na półkę i ubrała swoje wygodne adidasy. Złapała MP3 i powiedziała Rose, że idzie pobiegać. Zielonooka dziewczyna skinęła głową. Gabriela wyszła  z domu. Włożyła słuchawki do uszu i zaczęła biec w stronę parku. 
            Po upływie niecałej godziny dziewczyna wreszcie dobiegła do domu. Tam wzięła szybki prysznic. Późnym wieczorem położyła się spać. 
           Rano wstała zanim zadzwonił budzik. Ubrała się i zjadła porządne śniadanie. Po wykonaniu czynności sprzątających. Wzięła swoją małą torebkę i poszła w stronę przystanku. Kiedy czekała na autobus znów podjechał granatowy samochód. Artur pomachał do niej wesoło. Dziewczyna uśmiechnęła się i podeszła do niego. 
- Wsiadaj. - mówi tylko i zmyka okno.  Gabriela wsiada i zapina pasy. 
- Jeżdżę tędy codziennie, więc po prostu czekaj jutro przed domem o tej samej porze. - powiedział chłopak i ruszył w drogę do pracy.  
            Gdy tylko dojechali i weszli do budynku Lucy od razu się z nią przywitała buziakiem w policzek.  Po kilku godzinach pracy z ta gadułą idzie się przyzwyczaić. Dziś jeszcze się trochę przyglądała, a potem znów ruszyła na salę w towarzystwie Axela. Tym razem to Gabriela przyjmowała zamówienie, a Axel się tylko przyglądał i jak coś źle zrobiła natychmiast ją poprawiał. 
             Dziewczynie coraz bardziej podobała się ta praca. Mniej była zmęczona. W czasie przerwy, którą mają o godzinie jedenastej trzydzieści, wszyscy śmiali się z jakiejś sytuacji i kiedy weszła do kuchni i podeszła do stolika nie wiedziała o co chodzi. Miała wrażenie, że śmieją się z niej. Gdy tylko spojrzała na Axela on od razu przestał się śmiać. Chłopak przesunął się lekko i podał jej krzesło, aby mogła usiąść. Wzięła je i usiadła. Poczęstowała się kanapkami, które przygotował dla nich szef kuchni. Przy jedzeniu rozmawiali o wszystkim. Gabriela nie udzielała się w rozmowie. Nie chciała im przeszkadzać. Nawet nie przysłuchiwała się ich rozmową. Zjadła tylko dwie kanapki i wstała z krzesła opuszczając kuchnie. nie zwróciła uwagi, że Artur idzie za nią aż do samej szatni. 
- Hej, zaczekaj. - woła ją, łapiąc za łokieć. Czerwono włosa automatycznie się zatrzymała. 
- Coś się stało?- pyta. 
- To ty mi to powiedz. Prawie nic nie zjadłaś. 
- Bo nie jestem głodna.- odpowiedziała i odwróciła się do niego plecami. 
- Poczekaj. 
- Przepraszam, ale właśnie minęła przerwa na śniadanie. Muszę wracać do pracy. 
                 Gabriela odeszła do niego skręcając w korytarzyk z małą toaletą. 

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 17

Dziś jeszcze jeden :P  Kochani miłego czytania. Komentarze mile widziane :D

Umieram dzisiejszej nocy.
Jest tak ciemno i zimno,A ja jadę sam         ~Tokio Hotel - Phantomrider


****************


                    Godzina siódma rano, Gabriela słyszy budzik. Niechętnie się podniosła i wyłączyła dzwoniące urządzenie. Zabrała przy szykowane z wczoraj rzeczy i ruszyła do łazienki. Wzięła szybki prysznic i ubrała się w wygodne dżinsy koloru czarnego i czerwoną koszulę na krótki rękaw. Włosy spięła w lekkiego koka. Zrobiła delikatny makijaż i praktycznie była już gotowa do pracy. Zjadła śniadanie i zabrała swoją małą torebkę i wyszła z domu. Kiedy już zamykała drzwi odwróciła się by iść na przystanek, ktoś podjechał granatowym samochodem pod jej dom. Gabriela dobrze znała ten samochód.
- Cześć, piękna. - przywitał się chłopak otwierając okno od strony kierowcy.
- Cześć, Artur. Co ty tu robisz? - pyta zdziwiona dziewczyna.
- Jak to co? Jadę do pracy. Mam po drodze więc postanowiłem, że wpadnę po ciebie. - odpowiada chłopak z szerokim uśmiechem na twarzy.- To jak zabierasz się ze mną?
- Jasne, za oszczędzę kasę na bilecie.- odpowiada z uśmiechem i wsiada na miejsce pasażera.
                Młody chłopak ruszył szybko w danym kierunku i po chwili byli na miejscu. Artur zaparkował na miejscu przeznaczonym dla niego z tyłu budynku. Razem weszli do budynku w którym od dziś Brysia miała pracować. Artur oprowadził ją po zapleczu. Pokazał jej szatnie i strój w którym będzie musiała pracować. Składał się z czarnej spódnicy do kolan z wysokim stanem i białej koszuli z długim rękawem. Dziewczyna uśmiechnęła się do swojego rozmówcy.
- Przebierz się. To zaraz przedstawię cię pozostałym. Jakbyś miała problem z rozmiarem ubioru, to zawołaj. Będę obok. - powiedział Artur, wskazując drugi koniec szatni.
                Czerwono włosa zaczęła się przebierać. Kobiety i mężczyźni nie mieli osobnych pomieszczeń. Dla Brysi nie robiło to najmniejszego znaczenia czy przebiera się obok niej chłopak czy dziewczyna. Gdy się przebrała się Artur już na nią czekał.
- Gotowa? - zapytał, a ona pokiwała znacząco głową. Posłali sobie uśmiechy i chłopak przepuścił ją w drzwiach. - Cześć, wszystkim. - wita się od razu na wejściu.
- Cześć. - opowiedzieli chórem.
- O widzę, że przy prowadziłeś nowe ciastko do załogi. - mówi chłopak o rudych włosach.
- Nie przejmuj się nim moja droga. On zawsze tak. - powiedziała niska dziewczyna. Gabriela dała by jej może z dziewiętnaście lat.
- To jest Brysia. - powiedział Artur.
- Jak? - pyta rudowłosy chłopak.
- Gabriela. - powtarza Artur.
- Ładne imię, ale nie nasze. - mówi znów niska dziewczyna.
- Tak, masz rację pochodzę z polski. - odpowiada sama dziewczyna zanim uprzedzi ją z tym jej kolega.
- Okey, czyli wiecie wszystko. Pozwólcie, że was przedstawię. To jest Donn – mówi i pokazuje na rudowłosego chłopaka. - To jest Lucy. - pokazuje na niską dziewczynę.- To jest Axel. - wskazuje wysokiego chłopaka o kasztanowych włosach postawionych w nie ładzie.- Jest jeszcze Marita, ale jest na urlopie. - dodaje chłopak.
                  Gabriela przywitała się z każdym. Nikogo nie chciała osądzać, ale najbardziej miła to wydawała jej się tylko Lucy.
- Ty masz zamiar tak pracować?- pyta po chwili Lucy, spoglądając na nią z góry na dół. Brysia pokiwała głową potakująco. - To nie w tych butach.
                  Dziewczyny zerkają na jej stopy. Były na nich czerwone trampki.
- Pasowały mi do koszuli, którą miałam zanim przebrałam się w to. - powiedziała i wskazała na swój strój.
- A co miałaś na sobie?- pyta piwnooka dziewczyna. Reszta pracowników już dawno się nie przesłuchuje rozmowie dziewczyn.
- Czerwoną koszulę i czarne spodnie. - tłumaczy się dziewczyna.
- No dobra, do tego to pasuje. Ale tu musisz mieć inne buty. Jak chcesz to mogę ci pożyczyć moje. Są może w nie najlepszym stanie, ale powinny być dobre...- mówi Lucy, która nadaje jak katarynka. Spojrzała jeszcze przez ramię na Artura a on podniósł kciuk do góry i się uśmiechnął.
                Lucy weszła z nią do szatni i podała jej swoje stare baleriny, które okazały się być za małe. Gabrieli nie pozostało nic innego jak zostać we własnych butach, które pasują tylko do jej włosów. Zastanawiały się razem co mogą zrobić. Po chwili Brysi przypomniało się, że posiada w torebce swoje stare getry należące jeszcze do niej za czasów harcerstwa, które tak uwielbiała nosić do dziś.
- Słuchaj wpadłam na pomysł.- mówi nagle czerwono włosa.
- Jaki? - pyta zaciekawiona koleżanka.
               Gabriela odnajduje swoją torebkę i wyjmuje z nich swoje getry. Pokazuje je Lucy. Niska dziewczyna nie wie o co jej chodzi więc ta je rozwija i pokazuje. Zdjęła swoje czerwone trampki i ubrała czarne getry. Blondynka od razu wie co dziewczyna chce zrobić.
- Skąd masz takie fajne cudo?- pyta zaciekawiona, dotykając materiału.
- To są takie specjalne getry. Są harcerskie. Jako dziecko należałam do harcerstwa i to się nosiło do spódnicy. Gotowe! - woła Brysia pokazując efekt końcowy. Getry zakryły jej większość materiału buta.
- Gabi jesteś genialna. - chwali ją nowa koleżanka.
- Nie genialna. I prośba, nie mów do mnie Gabi. Nie lubię tego. - poprawiła ją.
- Jasne nie ma problemu, Brysiu. - dodaje z uśmiechem. - Gotowa do pracy?

- Zwarta i gotowa. - powiedziała ze śmiechem i udając że salutuje do nowo poznanej blond włosej dziewczyny. Razem wyszły z szatni kierując się stronę sali. 
              Lucy wytłumaczyła jej co będzie robić pierwszego dnia. Jej zajęciem będzie przyglądanie się innym co i jak robią. Potem wyruszy na podbój sali wraz z kimś do towarzystwa. Tym kimś okazał się być Axel. Tak zdecydował szef. Więc podekscytowana poszła z chłopakiem o kasztanowych włosach. Młody mężczyzna w drodze do stolika  wytłumaczył jej jak ma się zachowywać. Przywitali się ze starszym państwem, które właśnie zasiadło do stolika. Przyjęli zamówienie i poszli do kuchni podać zanotowaną kartkę. 
             Gabriela po sześciu godzinach już miała dość. Ale nie dawała po sobie tego poznać. Uśmiechnięta weszła do szatni i ujrzała całujących się tam Donna i Lucy. Szybko się wycofała zamykając cicho drzwi. " Pierwszy dzień w pracy, a już takie sceny" - myśli sobie. Z zamyśleń wyrwał ją jakiś głos.
- Gabrielo!
- Tak? - pyta obracając się by zobaczyć kto ją woła. Był to Axel. 
- Słuchaj Eric powiedział, że możesz iść już do domu. 
- Naprawdę? - pyta zdziwiona. Chłopak kiwa głową na potwierdzenie. - W takim razie będę się zbierać. 
- Odwieść cię?- pyta chłopak po chwili. 
- Nie, nie trzeba. Dam sobie radę. - powiedział i puściła do niego oko. Odwróciła się i weszła z powrotem do szatni. 

Rozdział 16

Dziś coś dłuższego, za to, że nie dodałam nic wczoraj, ale niestety coś ważnego mi wypadło. Życzę miłego dnia kochani! :P 
 A jeśli to wszystko nie może cię zatrzymać
Wtedy skoczę dla ciebie     ~ Tokio Hotel - Don't Jump
                                                           
                                               ***
                    Kiedy Brysia się obudziła od razu przypomniała sobie wczorajszy wieczór. W swoim łóżku znalazła śpiącego Gustava. Cicho wstała aby nie budzić chłopaka i wyszła z pokoju. W salonie znalazła śpiącego Toma. Również cicho przeszła do kuchni, tam znalazła kartkę z informacją, że Rose poszła do pracy i wróci po południu. Dziewczyna spojrzała na zegarek, który był w kuchni. Była dopiero siódma rano. Gabriela zajrzała do lodówki, która okazała się być pusta. Czerwonowłosa westchnęła cicho i zamknęła drzwiczki od lodówki. Po czym skierowała się w stronę pokoju. Cicho otworzyła drzwi i weszła by nie zbudzić śpiącego chłopaka. Wyjęła z szafy pierwsze lepsze ciuchy i wyszła kierując się do łazienki. Brysia się ubrała i rozczesała swoje czerwone włosy i wyszła na dwór z zamiarem zrobienia jakiś zakupów dla przybyłych gości. Wcześniej zostawiła informację, że wyszła jakby któreś z nich miało się obudzić.
                 Dzień wydawał się być słoneczny mimo tak wczesnej pory. Szybkim krokiem ruszyła do najbliższego sklepu w którym zrobiła zakupy i znów ruszyła w drogę powrotną do domu. Gdy weszła do swojego domu, wszyscy jeszcze spali. Więc młoda dziewczyna zajęła się szykowaniem jakiegoś śniadania. Kiedy była zajęta szykowaniem potrzebnych rzeczy nie zwróciła uwagi na to, że za nią od jakiegoś czasu stoi Tom, przyglądając się czynnością dziewczyny.
- Może pomóc? - pyta po chwili chłopak w dredach. Gabriela się przestraszyła i upuściła trzymający w ręku pusty talerz. Szkło się na szczęście nie zbiło. Tom podszedł do niej i podniósł zielony talerz.
- Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć.- tłumaczy się młodzieniec podając jej ocalałe szkło.
- Nic się nie stało. Siadaj, zaraz podam ci jakieś jedzenie.
- Nie jestem głodny, na obecną chwilę. Ale mogę ci pomóc w przygotowaniach. - upierał się Tom.
- Jak chcesz, ale już prawie kończę.
- No to ci pomogę. Powiedz co mam robić.
- Okey. W takim razie tu masz szkło i rozłóż je dla nas wszystkich.- powiedziała i pokazała mu szafkę po jego lewej stronie u góry. Chłopak nie wiele myśląc zrobił to co powiedziała mu dziewczyna. Rozłożył talerze i kubki równo, na stole. Para nie zwróciła uwagi kiedy wybiła godzina ósma piętnaście. O tej godzinie Gabriela zawsze wstaje w sobotę by zacząć sprzątać. Tym razem zapomniała wyłączyć budzika i wszystkie budziki zaczęły dzwonić razem. Brysia szybko wyłączyła jeden i od razu przestały dzwonić wszystkie. Niestety stało się coś czego czerwonowłosa chciał uniknąć. Wszyscy się obudzili. Wkurzona na siebie dziewczyna westchnęła cicho poprawiając swoje włosy.
               Do kuchni wszedł najpierw Gustav a zaraz po nim Bill. Na szczęście śniadanie było gotowe, wystarczyło tylko położyć na stół zaparzoną kawę i herbatę. Gdy to tylko zrobiła zespół natychmiast rzucił się na dzbanek z kawą. Tak samo szybko znikły kanapki i Brysia musiała wszystko jeszcze raz przyszykować. Po śniadaniu czerwonowłosa wzięła się za sprzątanie ze stołu i wokół niego. Tym razem nikt nie przyszedł jej z pomocą więc szło jej to trochę wolniej. Po upływie kolejnych minut dziewczyna skończyła sprzątać. Weszła do salonu i miała zamiar usiąść na swoim ulubionym fotelu, lecz on był zajęty. Niechętnie usiadła na drugim wolnym fotelu. Gdy tylko się rozsiadła zadzwonił dzwonek do drzwi. Dziewczyna tylko powiedziała coś pod nosem i wstała wciągając głośno powietrze. Otworzyła drzwi i po raz pierwszy dzisiaj zobaczyła mężczyznę w niebieskim uniformie.
- Czy to się kiedyś skończy?- pyta cicho dziewczyna podpisując odbiór kolejnych kwiatów. Mężczyzna uśmiechnął się do niej i życzył jej miłego dnia. Gabriela odpowiedziała tak samo i od razu zamknęła drzwi i skierowała się do swoich gości.
                Chłopcy byli zafascynowani jakąś rozmową. Szczególnie bliźniaki. Tylko Gustav podniósł wzrok na przechodzącą Brysie, która weszła do kuchni. Kiedy wróciła nic nie powiedziała tylko usiadła na swoje wcześniejsze miejsce. Gustav uśmiechnął się do niej delikatnie, co miało oznaczać by się nie martwiła.
                Po spędzeniu jeszcze jednej godziny u młodej kobiety paczka przyjaciół postanowiła opuścić jej dom. Kiedy się żegnali Gustav i Tom pocałowali ją w policzek na pożegnanie, a Bill tylko powiedział skromne „ cześć” i w trójkę opuścili mieszkanie.
               Gdy Gabrysia pozostała sama od razu poszła się przebrać w swoje ulubione szare dresy i koszulkę z jakimś napisem. Włosy wiązała wysoko w kitkę i zaczęła sprzątać cały dom. Zanim zaczęła włączyła sobie radio nastawiając na swoją ulubioną stację i dając głośniej. Kiedy miał już wszystko ustawione zaczęła dokładnie sprzątać. Najpierw zaczęła od swojego pokoju, potem przeszła do pokoju przyjaciółki, salon, kuchnia i na samym końcu zajęła się łazienką.
              Kiedy tylko skończyła wszystko robić zmachana usiadła na swoim fotelu i przymknęła oczy. Chwilkę tak posiedziała, by po chwili wstać i iść do pokoju i przebrać się w jakieś spodenki i czystą bluzkę w kolorze niebieskim specjalną do biegania. Założyła adidasy i do kieszonki spodenek włożyła odtwarzacz MP3 i wyszła z domu.
              Ruszyła w stronę parku po którym uwielbiała biegać. Weszła spokojnym krokiem na polankę i zaczęła się dokładnie rozciągać. Po krótkiej rozgrzewce zaczęła biec truchtem dookoła parku. Uwielbiała biegać dla odpoczynku. Szczególnie w towarzystwie swojej ulubionej muzyki, którą maiła zawsze przy sobie. Po biegach wróciła do domu, w którym znajdowała się już jej przyjaciółka. Przywitały się i Gabriela poszła wziąć prysznic. Gdy wyszła z ręcznikiem w rękach i wycierała mokre włosy Rose akurat podawała obiad do stołu. Uśmiechnęła się do współlokatorki i zaczęła jeść. Była strasznie głodna.
            Po południe minęło dziewczyną spokojnie. Nie licząc tego, że od czasu do czasu przychodziły kwiaty dla jednej z nich. Przyjaciółki i tak je wywalały do kosza na śmieci. Nie miały już co z nimi robić. Kiedy przyszedł po raz ostatni mężczyzna na niebiesko ubrany Rose zapytała czy w niedziele także dostawcy pracują. Mężczyzna zaprzeczył i po raz setny życzył im miłego wieczoru.
- Kochana, masz przynajmniej spokój na niedzielę z kwiatami. - informuje zielonooka dziewczyna przechodząc przez salon do kuchni by pozbyć się kwiatów. Jak zwykle wyjmuje z nich tylko liścik. Tym razem list głosił, że w środku znajduje się dla niej niespodzianka. Dwie przyjaciółki spoglądają na siebie z niedowierzaniem i szybko wstając ruszają do kosza na śmieci gdzie wystają kwiaty, które niedawno wrzuciła tam Rose. Wyjęły je i zaczęły dokładnie oglądać. W samym środku bukietu było małe aksamitne czerwone pudełeczko.
- Otwórz.- mówi Rose.
- Nie, ty to zrób. Proszę cię. - dodaje, widząc jej wzrok.
- No dobrze. Robię to dla ciebie.
             Ciemnowłosa dziewczyna bierze malutkie pudełeczko z rąk dziewczyny i delikatnie je otwiera. Ale zanim je otwiera zamyka oczy. Kiedy je otworzyła otworzyła najpierw swoje lewe oko a potem prawe. Pomrugała chwilę i za chwilę było słychać jak wyrywa jej się słowo „ O Matko Boska”. Gabriela wzięła pudełeczko od przyjaciółki i sama doznała szoku. W małym pudełeczku była srebrna bransoletka.
               Dwie dziewczyny spojrzały po sobie i z przerażonym wzrokiem Brysia zamknęła pudełeczko. Nie wiedziała co ma z tym zrobić. Na pewno nie będzie tego nosić. Postanowiła, że przechowa to wszystko w specjalnym kartonie, który trzyma pod łóżkiem.
                W niedziele dziewczyny miały spokój. Nikt ich nie nachodził. Późnym wieczorem poszły na długi spacer. Mimo, że mieszkały ze sobą dość długo nigdy nie mogły się nagadać. Zawsze znalazły jakiś temat do rozmów. W dobrych humorach wróciły do domu. Zjadły późną kolacje i położyły się spać.




wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 15

Dodaje dziś jeszcze jeden. Pisany w niecałą godzinę. Więc przepraszam za błędy <3 
Miłego czytania kochani i zapraszam was na kolejny odcinek który będzie już jutro :P 

*****

- Tak, słucham? - pyta przyjaciółka, odbierając telefon. 
-...
- Dobrze, rozumiem.
-...
- Dobrze, jeszcze raz dziękuję za informacje. - powiedziała Rose i usiadła na sofie.
- Coś się stało? -zapytała Gabriela.
- Kurcze wiesz co, zapomniałam iść dzisiaj do pracy. Byłam święcie przekonana, że mam dziś wolne. 
- Aha, no to nie dobrze. 
- Nom. Za to jutro mam przyjść. Więc niestety będę musiała cię jutro zostawić sama ze sprzątaniem. 
- Spoko, nic się nie stało. - odpowiedziała.
         Dziewczyny dalej szykowały się do swojego wspólnego wieczoru, gdy po raz enty już dziś zadzwonił  dzwonek do drzwi. Brysia niechętnie poszła otworzyć i zobaczyła w nic stojącego Gustav, Billa i Toma. 
- Cześć.- powiedzieli wszyscy i weszli jak do siebie. 
- Ale o co chodzi?!- pyta Brysia zamykając za nimi drzwi i idą za nimi do salonu. 
- Powiedziałaś, że nie masz żadnych planów na wieczór więc postanowiliśmy do was wpaść i się zabawić. - powiedział Gustav witając się jeszcze raz z Rose. 
- No tak, ale potem wpadłyśmy na pomysł, żeby...
- Nie ważne.- przerywa jej przyjaciółka i macha na nią ręką. 
         Nowo przybyli przyjaciele rozsiedli się na wolnych miejscach. Bill zajął ulubione miejsce  Gabrysi. Więc ta tylko oparła się o fotel na którym siedział Tom.
- Co tak stoisz? Siadaj.-powiedział Tom i pociągnął ja za rękę a ta tracąc równowagę usiadła mu niezdarnie na kolanach. chłopak w dredach zaczął się śmiać. 
        Przyjaciele śmiali się i rozmawiali na dane tematy. Potem oglądali jakiś film. Przy nim także było dużo śmiechu. Kiedy wieczór się przeciągał Gabriela znów wymknęła się do swojego pokoju. Właśnie się położyła na łóżku i głośno westchnęła. Ktoś zapukał do drzwi. Brysia delikatnie wstała opierając się na  łokciach.
- Proszę. -powiedziała i drzwi jej pokoju się otworzyły i wszedł Gustav. 
- Mogę na chwilę?- pyta chłopak. dziewczyna zgadza się. Chłopak w okularach usiadł delikatnie na jej łóżku i się uśmiechnął.
- Jest coś cię dręczy, prawda?- pyta mężczyzna który zwrócił się do niej twarzą.
- Aż tak to widać?
- Tak. Mów co cię gryzie.
         Dziewczyna nie wiele myśląc opowiedziała mu jak ostatnimi czasy się czuję. Od kilku dni myśli, że ktoś ją śledzi. I jeszcze doszły do tego te przeklęte kwiaty. Nie wie co o tym myśleć. Chłopak słuchał uważnie. Również wydawało mu się to dość dziwne. Zastanawiali się na głos, kto to może być. Potem przeszli na inny temat. Gabriela przyznała się Gustavowi do tego, że boi się również pierwszego dnia w pracy, który czeka na nią już w poniedziałek.
         Rozmawiając tak dziewczyna czuła, że powoli się zakochuje w swoim rozmówcy. Brysia należała do osób które szybko się zakochują oraz która we wszystko się angażuje z dużą siłą. Gdy tak sobie rozmawiali Gustav zapytał o jej dzieciństwo. Czerwonowłosa nie chciała go okłamywać, więc postanowiła powiedzieć mu całą prawdę.
- Moje dzieciństwo nie było takie super jak twoje. Moje było koszmarem. Mój twz. ojciec ciągle pił. Od dziecka pamiętam, że zawsze był pijany. Już nie wspomnę o tym jak to jest kiedy codziennie się budzisz a tu kłótnia. Kładziesz się a tu kłótnia. Były także czasy w których nawet nie miałam co jeść.- Kiedy dziewczyna powiedziała to zdanie chłopakowi zrobiło się jej żal. Lecz dziewczyna kontynuowała swoją opowieść dalej.- Tak, były takie dni i to nawet dość często. Moja rodzina nie była taka jak twoja. Różniliśmy i różnimy się do dzisiaj. Na dzień obecny on siedzi w więzieniu, a moja mama i ja jesteśmy bezpieczni. Bo gdy on sobie wypił to potrafił się nad nami znęcać. To własnie dlatego jest tam gdzie jego miejsce. 
- Tak mi przykro. - mówi smutny chłopak. 
- Było minęło, nie ma o czym mówić. Mam tylko prośbę, abyś nikomu nie mówił. - poprosiła dziewczyna. 
- Dobrze, nikomu nie powiem. - obiecał Gustav. 
          Potem jeszcze rozmawiali przez jakiś czas i nie wiedząc kiedy zasnęli.

Rozdział 14

Dziś nieco dłuższy. Mam nadzieję, że się wszystkim spodoba. Proszę o zostawienie komentarza. :p Miłego czytania :D 


O nie - Nigdy nie pozwolę Ci odejść
O nie - Nienawidzę tego, że tak Cię potrzebuję ~ Tokio Hotel- Attention 


******

       Gdy Bill znalazł się w domu od razu wpadł na swojego bliźniaka. Lecz nic nie mówiąc wyminął go tylko i ruszył w stronę swojego pokoju. Trzasnął drzwiami i zły usiadł na łóżku biorąc poduszkę do rąk, przytulając się do niej. Chwilę później usłyszał ciche pukanie i otwierające się brązowe drzwi. Stał w nich Tom, a w rękach miał kubek z parującym napojem. Podszedł do brata usiadł  obok i podał mu napój. 
- To teraz opowiadaj co się stało?- mówi starszy brat.
- Nie jest dobrze. - powiedział biorąc czarny kubek. - Spaliśmy ze sobą. 
- Co?! Już? Zwariowałeś?
- Nie w tym kontekście Tom. Nie wiem jakim cudem się znalazłem u niej w łóżku w samych bokserkach.
- Aha. A może ty lunatykujesz?- pyta chłopak w dredach. 
- A widziałeś mnie kiedyś lunatykującego? 
           Bliźniak tylko kiwa głową na zaprzeczenie i zapada cisza pomiędzy braćmi. Smutny Bill pociągał gorący napój, którym okazała się być gorąca czekolada. Młodzi mężczyźni siedzieli w ciszy przez dłuższy czas.
         Kiedy u bliźniaków zapadła cisza u Gabrieli i Rose trwała burzliwa rozmowa. 
- Ale powiedz mi jak on się tam znalazł?- pyta zszokowana Rose, po usłyszeniu historii z rana opowiedzianej przez przyjaciółkę. 
- No, tego właśnie nie wiem. A najlepsze jest to, że on sam nie wie jak się znalazł u mnie w łóżku. 
- No okey. Ale przyznaj się, że go choć trochę lubisz? - pyta zaciekawiona zielonooka. 
- Że niby ja go lubię? Upadłaś na głowę? Ja go nie cierpię! Jest zadufanym w sobie dupkiem, który widzi tylko swój własny nos i nic więcej.! - odpowiedziała siadając na fotelu. To co właśnie powiedziała było prawdą. I nie zamierzała nic zmieniać. Nie lubi go i już. Kiedy dziewczyny siedziały cicho, ktoś zadzwonił do drzwi. Brysia niechętnie wstała i ruszyła otworzyć drzwi. Gdy je tylko otworzyła jej oczom ukazał się młodzieniec w niebieskim uniformie. W ręku trzymał bukiet herbacianych róż. Dziewczyna głośno westchnęła i bez słowa wzięła od mężczyzny bukiet i pokwitowała. Niechętnie podziękowała i zamknęła drzwi. Weszła do salonu rzucając kwiaty na sofę i wyjęła karteczkę z napisem " Miłego dnia" . Rose siedziała obok rzuconych przez przyjaciółkę kwiatów i obserwowała ją. Ta tylko pokazała jej karteczkę i wstała biorąc kwiaty ze sobą do kuchni. Ciemnowłosa dziewczyna wstała i poszła za Brysią sprawdzić co ma zamiar zrobić z bukietem. Czerwonowłosa otworzyła szafkę gdzie znajdował się kosz na śmieci i wrzuciła tam trzymany przez siebie bukiet. Zamknęła szafkę i uśmiechnęła się do przyjaciółki, która stała za jej plecami. 
- Co ty robisz? - pyta oburzona przyjaciółka.
-Pozbywam się śmieci. 
- Wariatka. - powiedział i pokręciła głową wychodząc z pomieszczenia.
          Przyjaciółki ubrały się i wyszły z domu na krótki spacer po parku. Ale zanim doszły do danego miejsca wstąpiły jeszcze do lodziarni po ich ulubione lody czekoladowe. Uśmiechnięte dziewczyny ruszyły w stronę parku. Usiadły na najdalej wolnej ławce na przeciwko stawu i opowiadały sobie śmieszne historię. 
        Po zjedzeniu lodów, Rose postanowiła zabrać swoją przyjaciółkę na wielkie zakupy. Gabriela niechętnie się zgodziła. Po piętnastu minutach jazdy autobusem znalazły się pod centrum handlowym. Uśmiechnięte weszły do środka. Zielonooka dziewczyna zaciągnęła Brysie do pierwszego sklepu jaki był z brzegu. Tam przyjaciółki się śmiały przebierając się w wybrane ciuchy. Rose kupiła dla siebie szarą bluzę z kapturem do której były dołączone uszy Myszka Miki. Dwie dziewczyny trzymały się pod ręce i skierowały się w stronę wejścia do sklepu z biżuterią. 
       Kilka godzin później umęczone wydurnianiem się zeszły na parter centrum i weszły do kawiarni. Tam każda z nich zamówiła sobie po mrożonej kawie i usiadły przed sklepikiem. Gdy rozmawiały ożywione, ktoś podszedł do nich od tyłu i przywitał ich buziakami w policzek. Speszone dziewczyny odwróciły się i ujrzały Gustava, z kawą w ręku.
- Cześć, piękne. Co wy tu robicie?- spytał siadając pomiędzy dziewczyny.
- A właśnie pijemy sobie kawkę, a ty co robisz? - pyta Rose, z uśmiechem na twarzy. 
- Naprawdę? To, to samo co ja. - odpowiedział i wszyscy zaczęli się śmiać. 
         W trójkę spędzili jeszcze jakiś czas a potem Gustav musiał iść na próbę. Dziewczyny same wróciły do domu z wielkimi torbami. W autobusie śmiały się do możliwości i ze wszystkiego z czego tylko się dało. Wróciły do domu zmęczone, miały zamiar dziś nikomu nie otwierać, tylko zrobić sobie wieczór tylko dla siebie. Lecz kiedy dziewczyny właśnie wchodziły do domu Gabrielę zawołała sąsiadka z domu obok. 
- Dzień dobry, pani Lauro. W czymś pomóc?- pyta dziewczyna przez płot. 
- Tak. Znaczy mam coś dla ciebie dziewcze. Poczekaj to przyniosę. - powiedziała starsza pani i weszła do domu, by po chwili wyjść z dwoma bukietami róż. - Proszę. - podała jej przez płot.
- O, dziękuję. - odpowiedziała z uśmiechem na tworzy. 
- Musisz mięć tajemniczego wielbiciela. - powiedziała starsza kobieta puszczając jej oczko i żegnając się z młodą dziewczyną. 
         Brysia niechętnie weszła do domu i zamknęła drzwi. Rose od razu podeszła do przyjaciółki i od razu wyjęły karteczki z bukietów, a kwiaty wyrzuciły. Na karteczkach nie było nic konkretnego napisanego. Dziewczyny od razu przeszły do swojego planu z wieczorem tylko dla siebie.  
        Zaczęły się szykować gdy nagle zaczął dzwonić telefon Rose. 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 13

           Zdziwiona dziewczyna leżała przez jakiś czas nieruchomo. Właśnie miała wstać i obudzić śpiącego intruza. Ale ten w tym momencie złapał ją za rękę i nie chciał puścić. Pod nosem tylko mówił coś do siebie.
- Gabrysiu, nie zostawiaj mnie. Ja cię kocham. - mówił, całując ją w trzymaną rękę. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy i zaczęła się wyrywać. 
- Bill, puść mnie. -powiedziała. Lecz śpiący chłopak nie zareagował. Postanowiła jeszcze raz spróbować. - Bill, puść mnie! 
- Nie, bo ja cię kocham. 
         Czerwonowłosa dziewczyna wolną ręką zaczęła go lekko szturchać. Chłopak tylko machnął ręką i dalej spał. Zrobiła tą czynność jeszcze raz. Tym razem mocniej. Udało się. 
- Ej, co jest?!- pyta zdziwiony chłopak.
- To ja powinnam zadać to pytanie.- powiedziała z urazą podnosząc ich splecione ręce. 
- Nie wiem, ale może tak zostać. - dodał z uśmiechem. 
- No chyba nie. Powiedz mi jak się tu znalazłeś? 
- No, nie wiem. Pewnie pozwoliłaś mi tu spać. 
- To też nie. Twoje posłanie było w salonie. nie pamiętasz?- dodała dziewczyna.
- Nie, chyba raczej nie. Ale także mi się to podoba. 
- Tak, na pewno. - odpowiada dziewczyna wstając. - Puścisz mnie?
- Jeżeli muszę. - odpowiada i puszcza dziewczynę. Gabriela wychodzi z pokoju i blondyn zostaje sam w jej pokoju.
          " Jak ja mogłem się tak wygłupić?"- pyta samego siebie chłopak. Jest wściekły na siebie. Kiedy Bill się nad sobą użala w pomieszczeniu obok Brysia robi to samo. Lecz kiedy ktoś wchodzi do kuchni od razu bierze się w garść i dokańcza zaparzenie herbaty i kawy dla wszystkich znajdujących się w domu. Gdy się odwraca widzi Wchodzącego Bill, który jest już ubrany. 
- Możemy normalnie porozmawiać?- pyta  mężczyzna pomagając jej przy zrobieniu reszty śniadania. 
- Możemy, jeżeli mi wytłumaczysz mi jak się tam znalazłeś.- odpowiedział podając mu przyszykowany talerzyk z żółtym serem.
- Tego ci nie powiem. Ostatnie co pamiętam to, to, że kładłem się w salonie. Możliwe, że lunatykuje.- dodaje ze śmiechem chłopak. 
- Dobra niech ci będzie. A co ci się śniło?- pyta po chwili ciszy. 
- Mi?... Yyy... Nic.
- Po prostu powiedz. Pewnie coś miłego.- prosi dziewczyna układając kubki na napoje.
- A coś miłego, a skąd wiesz?- pyta zaskoczony Bill. 
- Zapomniałeś, że wcześniej mieliśmy takie same sny?
- Nie, zapomniałem. I tak, było to coś miłego.- odpowiada.
- W takim razie słucham. Co to było?
- Nie powiem. - mówi oburzony chłopak. 
- Jak chcesz. Byłam tam, prawda.?
- Skąd wiesz?- pyta.
- A może stąd, że mówiłeś, że mnie kochasz? - mówi po dłuższej chwili zastanowienia się. 
- Co?! Że niby ja tak mówiłem?
         Dziewczyna tylko pokiwała głową. Chłopak tylko się speszył i usiadł na jednym wolnym miejscu. Gabriela poszła zaś obudzić przyjaciółkę, zostawiając chłopaka z myślami. Gdy weszła do pokoju nikogo nie było. Więc poszła sprawdzić do łazienki. Była zamknięta. Niebieskooka tylko krzyknęła, że śniadanie gotowe i znalazła się z powrotem w kuchni. Bill właśnie nalewał sobie kawy do jednego z wolnych kubków koło jego talerza.   Brysia nalała sobie herbaty i upiła jeden łyk. Starała się nie spoglądać na chłopaka, który siedzi na przeciw niej. W ciszy każdy posilał się na swój sposób. Tą ciszę przerwało wejście Rose, która nuciła sobie piosenkę z wczorajszego filmu. 
- Dzień dobry. - przywitała się i usiadła pomiędzy Billem a Gabrysią. 
        Po zjedzeniu śniadania do blondyna zdzwonił telefon. Młody mężczyzna z niechęcią opuścił dom nowych przyjaciółek i pojechał do domu. Gabriela odetchnęła z ulgą kiedy chłopak opuścił ich posiadłość. 

Rozdział 12

Dziś poniedziałek, już luty... Jak ten czas szybko leci :P 
Miłego czytania !
*****

                      Gdy się obudziła był środek nocy. Zobaczyła, że jest w ciuchach w których chodziła cały dzień. Wzięła jakieś ciuchy, które mogły by pobić jej za piżamę i ruszyła do łazienki. Tam wzięła szybki prysznic i przebrała się w ciuchy. Weszła z powrotem do swojego pokoju i z cichym westchnieniem położyła się w łóżku. Zanim jednak zdążyła zasnąć wzięła telefon komórkowy do ręki i zobaczyła, że ma kilka wiadomości od Billa jak i reszty znajomych. Większość była o podobnych treściach typu czy dobrze się czuje i że jak coś to może z daną osobą po rozmawiać. Nawet nie odpisywała na żaden przysłany jej SMS. Był tylko jeden, który ją zaciekawił. Od Bill.
                   „ Chcę Ci wszystko wytłumaczyć. Proszę odpisz, to dla mnie ważne”-Treść jednej wiadomości. Druga była także ciekawa. „ Pisz, dzwoń o każdej porze. To naprawdę dla mnie ważne."   Dziewczyna nie zastanawiała się długo i od razu odpisała. „ To ja powinnam była Cię przeprosić za moje zachowanie. Byłam zła za to, że nie powiedziałeś mi prawdy.” - napisała i wysłała. Po krótkiej chwili dostała odpowiedź. „ To ja powinienem przeprosić za to, że Ci nie powiedziałem. Powinienem był tak zrobić od razu.”
                   Para jeszcze między sobą pisała przez jakiś czas. Po kilku wymienionych jeszcze zdań, Gabrieli udało się w końcu zasnąć. Już następnym razem obudziła się po godzinie ósmej. Znów spojrzała na telefon. Widniała wiadomość od Billa, która głosiła aby spało jej się dobrze. Uśmiechnęła się do siebie i wyszła z pokoju udając się do kuchni, gdzie czekała już na nią Rose. Przyjaciółka sama niedawno wstała i właśnie miała zacząć robić dla nich śniadanie. Brysia pomogła jej po czym obie po zjedzeniu pysznych kanapek poszły się ubrać. Nastał dla czerwonowłosej ulubiony dzień tygodnia – czwartek. Nigdy nie wiedział dlaczego lubi akurat ten dzień tygodnia. Od dziecka było on jej ulubionym dniem. Nawet kiedyś zauważył, że w czwartki jej mama i „ojciec” mniej się kłócili.
Gdy dziewczyny w końcu usiadły na kanapie by odpocząć i obejrzeć nawet te nudne powtórki, które ciągle powtarzają w telewizorze, ktoś zadzwonił do drzwi. Rose niechętnie wstała i poszła odtworzyć. Przez chwilę jej nie było,by za jakiś czas wrócić z kwiatami w ręku. Wręczyła je swojej przyjaciółce i usiadła z powrotem na wygodnej kanapie.
- Od kogo? - pyta zdziwiona dziewczyna.
- Nie wiem. Tam jest liścik. - odpowiedziała i pokazała przód bukietu. Gabriela westchnęła dość głośno i wyjęła karteczkę z kwiatów róż herbacianych. Na karteczce były napisane tylko dwa słowa „ Kocha Cię”. Brysia podała kartkę koleżance siedzącej po jej lewej stronie, a ta natychmiast zrobiła wielkie oczy, które przypominały spodki ufo.
- Kto to mógł wysłać?!- pyta z dziwnie zachrypniętym głosem zielonooka.
- A bo ja wiem...- odpowiedziała przyjaciółka, po czym dodała – Ale za to wie jakie lubię kwiaty.
- No, to fakt.- przyznała.
-Dobra, kochana. Nie zawracajmy sobie tym głowy. Pewnie się ktoś pomylił.
- Pewnie masz rację.
- Jak zawsze, kochana. -powiedziała ze śmiechem wstając i idąc do kuchni włożyć kwiaty do jakiegoś prowizorycznego wazonu.
- Oglądamy jakiś fajny film?- spytała Rose, kiedy jej współlokatorka zasiadła obok niej.
- Jasne, ja jestem za. To co może „ Jak się pozbyć cellulitu?” ?- pyta. Dziewczyna nic nie odpowiada tylko zaczyna się głośno śmiać. Koleżanka bierze to za zgodę i zaczynają oglądać ich ulubiony film.
                  Gdy podczas filmu śmiały się i prawie turlały się po podłodze, znów zadzwonił dzwonek do drzwi. Tym razem Brysia poszła otworzyć. Stał w nich nie kto inny jak kolejny facet z bukietem kwiatów w ręku. Młoda dziewczyna automatycznie przestała się śmiać. „ To zaczyna robić się dziwne.” - myśli. Niechętnie pokwitowała we wskazanym jej miejscu i odebrała znów herbaciane róże. Wróciła do pokoju pokazując ciemnowłosej co tym razem zdobyła. Dziewczyny zaczęły się śmiać tak głośno, że same się nawzajem uciszały. Kiedy już przestały się śmiać, obejrzały dokładnie bukiet i znalazły kolejny liścik. Tym razem było napisane, że ten ktoś ciągle o niej śni od ich pierwszego spotkania. No i oczywiście, że ją kocha.
Jeszcze w przeciągu dnia dostała ze cztery takie bukiety, z podpisami, że życzy jej dobrej nocy itd. Późnym wieczorem wpadł do nich Bill z malutkim bukiecikiem kwiatów, które zebrał sam jak przyznał. Ale wchodząc do kuchni drwił z Gabrieli, że może otworzyć kwiaciarnie. Dwie przyjaciółki śmiały się z tego.    
              Potem zaś wszyscy przenieśli się do małego salonu z wielkimi kubkami herbaty w rękach.
- Czyli nie wiesz, kto przysyła ci te kwiaty?- pyta chłopak wpatrując się w niebieskie oczy dziewczyny siedzącej naprzeciwko niego.
- No niestety nie. Najpierw myślałyśmy, że ktoś się pomylił. Wraz z kolejnymi bukietami staje się to przerażające, przynajmniej jak dla mnie. - opowiada dziewczyna upijając kolejny łyk ciepłego napoju.
- To dość dziwne, przyznam. Nigdy się z takim czymś nie spotykałem. Nie żebym miał coś przeciwko kwiatom, albo tobie. Jesteś tak piękna, że należą ci się takie prezenty, ale bez przesady nie w takich ilościach. Rozumiem, że jest to denerwujące. - powiedział Bill spoglądając od czasu do czasu na dziewczynę. Gabriela po wysłuchaniu monologu wygłoszonego przez jedynego w tym pomieszczeniu mężczyzny zaczęła się rumienić. Blond włosy chłopak przyglądał się jej kontem oka. Uwielbiał kiedy ona się rumieniła. Jej policzki nabierały takiego różowego koloru i dodawał jej uroku. Kiedy zauważyła, że brązowooki jej się przygląda natychmiast odwróciła wzrok. Speszony chłopak zrobił to samo.
Potem rozmawiali jeszcze jakiś czas i Gabriela dowiedział się jak to się stało, że chłopcy grają w zespole.                    
        Młody mężczyzna opowiadał wszystkie zabawne historię z życia zespołu w którym frontmanem, jak się okazało. Tom grał na gitarze, Gustav na perkusji, a Georg na basie. Brysia miał chęć się kiedyś nauczyć grać na perkusji, ale dała sobie z tym spokój kiedy jej życie całkowicie legło w gruzach. Teraz tylko marzyła o tym aby być szczęśliwą. Jej motto brzmiało „ Carpe diem” .
                    Kiedy tak rozmawiali, nie zwrócili uwagi na godzinę. Dochodziła już pierwsza w nocy. Bill chciał jechać do domu, ale Rose go nie puściła bo był po wzmocnionych napojach uzbrojonych w potężne procenty. Dziewczyny pościeliły mu na kanapie po czym same skierowały się w stronę własnych pokoi, życząc mu dobrej nocy.

                 Rano, kiedy dziewczyna w pół śnie chciała odwrócić się w drugą stronę napotkała coś przez co nie mogła wykonać tej czynności. Otwarła więc oczy i przeżyła szok. W jej łóżku nie wiadomo skąd znalazł się półnagi Bill w samych bokserkach leżąc blisko niej twarzą zwróconą do niej.